Zaufanie i swoboda

Zacznę od pewnej sytuacji, która wydarzyła się latem. Tak jakoś mi się nasunęło…
Poszłam z Nicolą na plac zabaw. Bardzo lubimy tam chodzić. Jest wręcz idealny. Czysty, przyjemny, ogrodzony. Ma piaskownicę, zjeżdżalnię, drabinki, huśtawki i wiele innych kreatywnych wynalazków. Znajduje się w parku z fontanną, ławkami. Chodzi ochrona więc każdy może się tam czuć bezpiecznie.
Ale ja nie o tym. Gdy tak siedzę zawsze z córeczką w piaskownicy mam okazję troszkę poobserwować inne mamy… Która z nas kobiet tego nie lubi? ( nie być obserwowana, tylko poobserwować 😛 ) Pewnie są jakieś wyjątki, ale ja lubię coś podpatrzeć, podsłuchać. Zawsze potem wyciągam pewne wnioski. Tak było i tamtym razem.
Kilka sytuacji zwróciło moją uwagę. Nie twierdzę tu, że ja jestem idealną matką – bo tak nie jest, ale tak jak wspomniałam, w ten sposób uczę się pewnych zachowań.
I tak jedna z mam przyszła na plac z mężem i synkiem. Byłam wręcz zaskoczona zachowaniem tej mamy. Ten mały chłopczyk musiał robić wszystko to co ona mu kazała. Nie mógł iść do innych dzieci do piaskownicy tylko musiał iść tam gdzie ona chciała (w tym przypadku na jakieś kule-sama nie wiem dokładnie do czego one służą). Gdy znowu wyrwał się do tych dzieci to mama złapała go za rękę, obróciła i powiedziała, że teraz czas na ślizgawkę. Miałam ochotę powiedzieć tej mamie, żeby dałą mu trochę swobody, pozwoliła na zabawę. Jednak nie należę do osób, które się wtrącają czy komentują. Tu wyrzucam co mi leży…

Wracając do chłopca… Przecież bawiąc się z innymi dzieci obserwuje, uczy się i ma frajdę. Dlaczego odbieramy własnym dzieciom radość? Nie potrafię tego zrozumieć.
Inny znowu przypadek.
Rodzice przyszli z córeczką. Ta dziewczynka chciała się pobawić w piaskownicy łopatką. W tej piaskownicy było pełno zabawek. Nie wątpię, że one są czyjeś, ale dzieci biegają po całym placu nie bawiąc sie nimi. Wchodząc więc do piasku, takie dziecko siada sobie, pożycza-bierze sobie do zabawy pierwszą lepszą bezpańską łopatkę i się po prostu bawi. Nie kradnie jej, ani nic z tych rzeczy.
A więc… Ta dziewczynka pyta mamę czy może się pobawić w piaskownicy łopatką. Zaznaczam, że w piaskownicy oprócz mnie i mojej córeczki i koleżanki z synkiem nie było nikogo, a łopatek było chyba z 10!
Na co mama jej powiedziała, że oczywiście, że tak, ale najpierw musi spytać czy może sobie taką łopatkę pożyczyć. Rozumiem, że mama uczy dobrego zachowania i popieram to, ale chyba są jakieś granice. Dziewczynka zapytała nas, ale to nie były nasze zabawki więc spytała mamę kogo ma spytać skoro tu nikogo więcej nie ma? Na co mama, że nie ważne. Ma iść i się spytać.
I znowu chciałam się odezwać. Do kogo ona ma iść? Ma podchodzić do każdej osoby na placu? No nie róbmy sobie jaj.
Dziewczynka się popłakała, a była taka radosna jak tam przyszła.
Więc drogie mamy w tym wypadku, albo przynoście ze sobą zabawki, albo dajcie swojemu dziecku trochę swobody. Niech uczy się społecznych zachowań.
Dajmy czasem dzieciom być dziećmi.

I teraz pytanie. Czy ufając dziecku dajemy mu zbyt wiele swobody?

Zaufanie jest bardzo istotne. Wierzymy w dziecko, wierzymy, że sobie poradzi z wieloma rzeczami. Nie musimy go wyręczać, bo wiemy, że da sobie znakomicie samo radę. Dziecko dzięki naszemu zaufaniu czuje się bezpieczne i kochane, bo wie, że w nie wierzymy, że wierzymy w jego możliwości.
Ja mojej córeczce bardzo ufam,chyba pod każdym względem. Zauważyłam, że dzięki temu jest pewna siebie, nie boi się nowych wyzwań, szybciej się uczy i przede wszystkim sama chce się uczyć, jest odważna, mniej płacze – jeśli można powiedzieć, że Nicola w ogóle płacze 🙂 jest szczęśliwa i ma z nami bardzo dobry kontakt.
Nicola wie, że jej ufam, a gdy będzie mnie potrzebować to zawsze może na mnie liczyć.
Ufając swojemu dziecku, szanujemy go, a i maluch w ten sposób nie chce stracić naszego zaufania, bo to może jakoś go potem ograniczyć. Gdy my ufamy, ono ufa też nam. Wie, że go nie skrzywdzimy, że nie zrobimy nic przeciwko niemu.

Dam Wam przykład. Wiele się słyszy, że dzieci nie lubią czapek i nie chcą ich nosić. Denerwują się z tego powodu i płaczą.
Moja córeczka nigdy nie miała nakazu noszenia czapeczki. Wierzę, że sama dobrze wie – lepiej ode mnie, czy jest jej ciepło czy nie. Oczywiście zawsze tłumaczę, że czapkę zakładamy żeby nam nie było zimno w główkę i uszy, żeby nie przewiać uszek gdy jest wiatr.
Nicola sama wie kiedy tą czapkę z głowy zdjąć. I ja nie protestuję. Sama też ją zakłada gdy odczuwa, że jest jej chłodno. Chyba właśnie przez to, że ja jej ufam to ona się nie buntuje. Wie, że w nią wierzę i w jej odczucia.
To samo tyczy się jedzenia. Nigdy nie zmuszam. Nie chcesz to nie jedz, ale nie ma podjadania między posiłkami. Nicola to wie!

Gdy jesteśmy na spacerze, Nicolka się ode mnie oddala, ale na odległość według mnie bezpieczną. Po prostu się bawi, cieszy i wie, że jak będzie jakieś prawdziwe niebezpieczeństwo to ją zawołam, albo jakoś ją będę starała się uchronić. Nie ograniczam jej. Nie kontroluję każdego ruchu. Wierzę, że sobie poradzi, a przez to nauczy się czegoś nowego. Będzie musiała pogłówkować gdy mnie nie będzie tuż obok i sama do czegoś dojdzie. Będzie samodzielna.
Gdy sie wywraca nie biegnę do niej w panice, czasem nawet nie podchodzę. Obserwuję. Gdy widzę, że jest coś nie tak wtedy ingeruję, a tak nie wtrącam się. Nie straszę jej w ten sposób. Przewróci się, wstanie i pobiegnie dalej. Wie, że jak będzie bardzo bolało to przyjdzie do mnie i mamusia pocałuje bolące miejsce. Ufa mi, bo ja ufam jej.
W piaskownicy reaguję tylko gdy sypie piachem na inne dzieci (choć wcale tego nie robi), a tak nie wtrącam się. Uważam, że powinna sama uczyć się społecznych zachowań.
Naturalnie, że na początku uczyłam ją, że się mówi proszę, dziękuję itp., ale już nie muszę. Ona sobie znakomicie daje radę. Dochodzę do wniosku, że kiedyś mnie przy niej nie będzie i będzie musiała sobie poradzić sama. Mama nie będzie za nią wszystkiego załatwiać. Gdy wyrwie dziecku zabawkę sama zobaczy, że to się nie opłaca, a słowem proszę i dziękuję można zdziałać cuda. Choć wiadomo, że to zależy od dzieci…
Niech uczy się na swoich błędach, a nie moich. Takie właśnie przemyślenia do czegoś prowadzą.
Bycie nadopiekuńczym rodzicem do niczego dobrego nie prowadzi.

Oczywiście, że trzeba kontrolować swoje dzieci, ale z umiarem. Mamy błędne myślenie. Uważamy, że takim zachowaniem je uchronimy przed popełnianiem błędów lub przed złym zachowaniem. MYLIMY SIĘ!
Dziecko stanie się lękliwe, nie będzie wierzyło we własne siły. Będzie bardziej podatne na osoby silniejsze psychicznie. Tu już zatraca się troska. Przemienia się ona w krzywdę, którą ofiarowujemy czasem odruchowo naszym maluchom.
Przez tą naszą kontrolę dziecko będzie uległe, przestraszone, nie będzie miało własnego zdania. Czy tego właśnie chcemy? Przecież dobrze wiemy, że tylko silne osoby tak naprawdę dobrze sobie radzą w dorosłym życiu. Nie te uległe, które siedzą cicho, ale te co mają siłę przebicia, które widać, które nie są przeźroczyste.

Dzieci, które wiecznie nic nie mogą, tym bardziej chcą się buntować, sprzeciwstawiać. Co za tym idzie? Problemy w wychowaniu, pokusy, które czychają w szkołach, na podwórkach, dyskotekach.Takie dzieci nie zwierzają się nam, nie proszą o radę ani wsparcie bo nam NIE UFAJĄ! Przecież każda matka chce w przyszłości być ostoją i oparciem dla swojego dziecka. Zacznijmy więc mu ufać.
Ja miałam i nadal mam takich rodziców. Ufam im i mogę do nich przyjść ze wszystkim. Wychowali mnie na silną i pewną siebie osobę, bo nie wyręczali mnie tylko wierzyli we mnie nawet gdy się w życiu potknęłam.
Jeśli zawsze będziemy podejmować decyzje za naszego potomka, odpowiadać za niego, niczego go nie nauczymy. Nie będzie miał samokontroli, nie będzie wiedział jak się zachować w wielu sytuacjach, bo przecież zawsze myśleli za niego rodzice. Niech dzieci uczą się popełniać błędy i je samemu naprawiać, odpowiadać za nie. To jest doskonała szkoła, która wprowadzi w życie pewnie – bez lęku, że sobie nie poradzi.
My też nie lubimy być kontrolowani. Traktujmy dzieci tak, jak sami byśmy chcieli by nas traktowano!
Nikomu z nas nie zależy na tym by ktoś stracił do nas zaufanie. Dziecko podobnie więc się stara i robi wszystko by nas nie zawieść, a gdy popełni błąd to nie wstydzi się do niego przyznać i nie boi się konsekwencji, bo przecież komu ma ufać jak nie własnym rodzicom.
Troszczmy się o nasze maluszki, rozmawiajmy z nimi, poświęcajmy im dużo czasu. Pokazujmy, że mogą na nas liczyć, że im ufamy i one nam też mogą zaufać. Wspierajmy je i pokazujmy, że je kochamy.
Więzi, które opierają się na wzajemnym zaufaniu są trwalsze i silniejsze niż te, które zbudowane są na wiecznej kontroli!

Przemyślmy to sobie 🙂
Cofnijmy się wstecz, do naszego dzieciństwa. Spójrzmy jak nasi rodzice traktowali nas i wyciągnijmy wnioski.
Moi rodzice mi ufali – zawsze. Popełniałam błędy, wiele błędów, ale uczyłam się na nich sama i wiedziałam potem co mam robić. Dziś jestem dorosła i wiem, że wychowali mnie na dobrego człowieka, który poradzi sobie sam w życiu. Jestem silna, wierzę w siebie, jestem pewna siebie i wiem, że do wszystkiego dojdę sama jeśli tylko się postaram.
Jestem im za to wdzięczna, bo nauczyli mnie, że zaufanie do drugiego człowieka jest bardzo ważne, że tylko tak można zbudować świat i być szczęśliwym.
Dziś ja chcę to przekazać mojej córeczce.

Przepraszam, że nadużywałam słowa „ufa”, ale chciałam byśmy je dobrze zapamiętali 😛

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s