Trzynaście długich godzin…

Miało być tak pięknie, tak idealnie… Czekałam na ten moment w końcu 9  miesięcy.

Po wszystkich badań na izbie przyjęć, przewieziono mnie na porodówkę. Mój M był cały czas przy mnie. Pomagał mi, wspierał. Nie wiem, jakbym sobie poradziła bez niego. Jego obecność dodawała mi sił. Chciałabym Wam wszystko dokładnie opowiedzieć, ale niestety nie pamiętam tych 13 godzin tak jak bym chciała. Słyszałam tylko jak w salach obok „co chwilę” jakaś kobieta rodziła i zaraz było słychać słodki płacz dziecka. Zastanawiałam się ciągle, kiedy w końcu ja usłyszę moje maleństwo?!

Co chwilę przychodzili lekarze – studenci czy praktykanci żeby mnie zbadać, sprawdzić na jakim etapie jest poród. Bolało, każde to ich „badanie” dotkliwie dawało się odczuć. Miałam wrażenie, że same bóle nie były tak bolesne. Skurcze się pojawiały i znikały. Dostawałam coś na wywołanie skurczy, ale to pomagało tylko na chwilę, a wody ciągle mi odchodziły. Podobno był to duży problem. Między skurczami zasypiałam. Mimo, że trwało to może zaledwie dwie, trzy minuty, to dla mnie sen w tych chwilach trwał wiecznie, ale mimo to nie dodawało mi to sił. Słabłam. Mój M ciągle mnie trzymał za rękę. Był i to było najważniejsze. Nie czułam się sama z tym bólem. Nie nazwę tego cierpieniem, bo przecież w końcu na świat przychodził nasz Skarb, a ja musiałam i chciałam mu pomóc. Chodziłam pod prysznic, a raczej mój M mnie tam prawie zanosił, masował, dodawał otuchy. Niecierpliwie czekałam, aż nasza dzidzia się urodzi. Modliłam się żeby była zdrowa. Jednocześnie cały czas chciałam aby urodziła się naturalnie. Nawet nie chciałam znieczulenia. Marzyłam by wszystko zakończyło się dobrze i naturalnie. Każda chwila, która była przepełniona bólem była pełna myśli, że zaraz urodzę, że M przetnie pępowinę – tak tego chciał! Usłyszymy płacz naszego dzieciątka, a później położą mi je na piersi bym mogła je nakarmić i dać mu swoje ciepło i miłość, które nareszcie mogą być namacalne i odczuwalne.

Po tych trzynastu godzinach zaczynałam już tracić oddech. Pamiętam, że się dusiłam. Nie mogłam oddychać. Słabłam z każdą chwilą. Podawali mi chyba tlen. Naprawdę nie pamiętam dokładnie. Niestety. W końcu lekarz podjął decyzje o cesarce. Podpisałam jakiś papier, że się na to zgadzam. Myślę, że jakbym dzisiaj zobaczyła ten dokument, to podpis na nim wcale nie przypominałby mojego nazwiska. Ręce mi się wtedy trzęsły, ale pamiętam, że prosiłam, aby mi pomogli, że nie chcę już czuć tego ogromnego bólu. Było mi zimno.  Bardzo zimno. Miałam wrażenie, że umieram. Nie przesadzam. Skurcze ustały. Gdy zabierali  mnie na salę operacyjną, złapałam M za rękę i powiedziałam : „Przepraszam”. On doskonale wiedział za co. Łzy napłynęły mu do oczu i tylko odpowiedział: „Nie przepraszaj, n ie ma za co”.  Ja jednak czułam się winna, że nie udało mi się urodzić naturalnie. Do tej pory mnie to boli, mimo, że wiem, że nie powinno, bo najważniejsze, że Nicola urodziła się zdrowa, a ja się starałam jak tylko mogłam.

M nie mógł być przy mnie podczas operacji. To było dla mnie straszne, ale na szczęście lekarze wprowadzili miłą atmosferę i cały ten moment operacji minął bardzo szybko.

Położyli mnie na łóżku. Skurcze znowu przypomniały o sobie. Podali mi coś szybko na ich wstrzymanie. Znieczulenie i… pamiętam kawały jakie mi opowiadali bym nie myślała o tym co się dzieje. Było zabawnie. Pamiętam, że spytałam lekarza, kiedy się zacznie i wtedy usłyszałam najpiękniejszy dźwięk na świecie. Oczywiście było nim bicie serduszka naszego maleństwa gdy było w brzuszku, ale ten dźwięk przebił wszystko. Płacz… Wspaniały wrzask, jakby mała sarenka. Ona mnie nawoływała. Czułam to. Od razu spytałam czy jest zdrowa, czy wszystko jest w porządku? Usłyszałam tylko żartobliwy tekst lekarza, że brzydszego dziecka jeszcze nie widział. Rozbawiło mnie to. Po chwili w szklanej wanience przyjechała  do mnie moja Nicola. Cały czas płakała, ale w momencie, kiedy położyli mi ją na ramieniu, przestała płakać. Pocałowałam ja w czółko i powiedziałam: „Cześć Nicolusiu. To ja Toja mamusia”. Nie płakała. Była taka malutka, taka piękna, delikatna i krucha. Nasze najukochańsze maleństwo. Po tej krótkiej chwili zabrali ją ode mnie i znowu usłyszałam Jej płacz. Tym razem był on dla mnie przykry, bo chciałam Ją mieć cały czas przy sobie, głaskać i przytulać. Czułam, że płacze, bo zabrali Ją od mamy.

M mi potem opowiadał, że czekał niecierpliwie na korytarzu. Po chwili wyszła z sali operacyjnej położna z jakimś okruszkiem na rękach. Podeszła do niego i spytała: „Pan jest ojcem?” i dała mu naszą Nicolę na ręce. Mówi, że nigdy jeszcze się tak nie czuł. Trzymając Ją na rękach czuł się najszczęśliwszym facetem na świecie. Płakał ze szczęścia. Był  pierwszą osobą, która trzymała nasza Nicolę na rękach (oczywiście nie wliczając położnej). Mówił, że nigdy wcześniej nie widział tak pięknego dziecka. To normalne. To dzieciątko w końcu było nasze, wyczekiwane, kochane od pierwszej chwili.

Przewieziono mnie na salę pooperacyjną. Zaraz przyszedł do mnie M. Poprosiłam go, żeby przyprowadził do nas Nicolę. Sama ciągle byłam pod jakąś aparaturą, bo miałam kiepskie wyniki. Nie czułam zmęczenia. Ból minął i szybko o nim zapomniałam. Nawet powiedziałam, że przeżyłbym to jeszcze raz. Nie cofnęłabym tych trzynastu godzin. Nie podjęłabym decyzji o cesarce bez powodu.  Nie cofnęłabym czasu by go zmienić. Wszystko to było warte przeżycia. Mnie i M zbliżyło do siebie. Nauczyło czegoś. Tak miało być. Dziękuję Bogu, że tak się skończyło, i że dał mi tak wspaniałego męża i cudowną, zdrową córeczkę.

Niestety nie miałam pokarmu. Nicola musiała być karmiona butelką. Nie podobało mi się to. Przystawiałam Ją kiedy tylko mogłam. Robiłam wszystko by pobudzić laktację. Piłam herbatki, masowałam piersi i znowu przystawiałam. Bolało bardzo. Pokarm nie leciał więc Nicola „gryzła” mnie dziąsełkami. Bolało strasznie, ale się nie poddawałam. Całe trzy dni Nicola była karmiona butelką. Ja miałam pokarmu jak dla muchy więc butelka odgrywała główną rolę. Jestem przeciwna butelkom i smoczkom, o czym już pisałam. Był więc to dla mnie problem.

Atmosfera na oddziale była bardzo przyjemna i sympatyczna. Położne były bardo sympatyczne. Byłam zadowolona z opieki. Rana po operacji bardzo bolała. Ledwo chodziłam. Kazali mi ciągle leżeć. Inne mamy po cesarkach już chodziły, a mi nie pozwalano. Nie mogłam się śmiać, robić gwałtownych ruchów. Lekarz nawet mówił, że jeśli nie muszę, mam nie nosić Nicoli na rękach. Jakbym mogła? To było najcudowniejsze… móc ją wziąć w ramiona, przytulać, kołysać, nosić. Robiłam więc to. Ból nie był istotny. Nie taki przeżyłam by mieć Ją przy sobie więc i tym razem nie odpuściłam.

Wiecie co było wyjątkowe? Gdy Nicolcia była w tej swojej szklanej wanience, a ja spałam obok… budziłam się w każdej chwili, w której Ona się budziła, a budziła się bez płaczu. Ona w ogóle mało płakała. Słodki Skarb. Byłam w Nią wpatrzona jak w obrazek. Nadal jestem. Przecież to moje największe Szczęście. Dziś wiem, że tylko Jej brakowało nam do pełni Szczęścia.

Nicola czuła się dobrze.Ja wracałam do lepszego samopoczucia. Nie miała żółtaczki więc szybko nas wypisali. O ile dobrze pamiętam, po trzech dniach. W tym czasie M odwiedzał Nas w każdej chwili. Raz przyjechali moi rodzice. Zakochani dziadkowie. Ich szczęście było ogromne. Widziałam radość w ich oczach. Powiedzieli, że są ze mnie dumni. Dużo to dla mnie znaczyło. Moi rodzice są dla mnie ogromnym wsparciem. dziękuję im za wszystko. Rodzice nawet do mnie nie zadzwonili, nie wysłali smsa – nic. Wiem, że M do nich dzwonił, ale mną się nikt nie zainteresował. Czy mi przykro? Nie! Chyba nawet wtedy się z tego cieszyłam, że dali mi spokój, że spokojnie minie mi ten czas, bez nerwów i stresów. Jak się potem okazało,  było z tym różnie.

Odebrał mnie ze szpitala mój M razem z moją mamą. Ubrałam nasze Maleństwo w malutkie żółte body (do tej pory je mam). Pojechaliśmy do domu. Cieszyć się sobą. Nareszcie być razem. Czerpać garściami z każdej wspólnej chwili. Wyczekiwany powrót do domu nadszedł…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s